11 pytań o sukces. Wywiad z Magdaleną Bator 0
11 pytań o sukces. Wywiad z Magdaleną Bator

Pierwszy raz spotkałam ją na biobazarku w Gdańsku Wrzeszczu. Rumiana i uśmiechnięta sprzedawała zakwas z buraka, z mężem Mikołajem. Kupiłam i wracałam po więcej. Kolejny raz w ich restauracji na Norwida 2. Ubrana w rozkloszowaną kieckę, kołysząc biodrami, witała gości restauracji jak członków swojej rodziny. Pomyślałam sobie wtedy – inspiruje mnie ta kobieta. Pewna siebie, ciepła, spokojna, szczera a przede wszystkim zadowolona. Dobrze przebywać w towarzystwie spełnionej kobiety. Zaintrygowała mnie. Przegadałyśmy kilka godzin. Historia jej życia nadawałaby się na film i nie byłaby to komedia romantyczna.

W ludziach – których życie doświadczyło dosadnie, a którzy swoje trudne wyzwania przetransformowali w moc – bije szczególe poczucie bezpieczeństwa, mądrość i dojrzałość. Przy nich nie boisz się, że nie dasz rady. Przy nich masz ochotę zrobić ze swojego życia arcydzieło. Wypełnia Cię nadzieja. A ja mam nadzieję, że ten wywiad uniesie Cię, jak i mnie unoszą rozmowy z Magdą Bator.

 

 

Klaudia Kuhn: Czy możesz krótko opowiedzieć, na czym polega Twoja praca? Czym się aktualnie zajmujesz w Zakwasowni?

Magda Bator: Aktualnie w samej Zakwasowni jest mnie mniej, ale doradzam Mikołajowi w wielu marketingowych kwestiach, chociaż konkretnego stanowiska nie pełnię. Jesteśmy teraz, jako manufaktura, na etapie potężnej restrukturyzacji zatrudnienia i działań sprzedażowych, bo tego wymaga od nas dynamiczna sytuacja rynkowa. W  tej chwili przede wszystkim skupiam się na Norwida 2, czyli bardzo bliskim mojemu sercu miejscu, concept storze, w którym znajdziecie produkty Zakwasowni, ale też napijecie się doskonałej kawy i zjecie nasze genialne wypieki. Rozwijamy  też współpracę z innymi markami ekologicznymi, często niszowymi, których ofertę znaleźć można w naszym sklepie. Kolejną aktywnością, która pochłania moją uwagę i entuzjazm jest Sikorska Dolina, czyli nasze domki na wynajem. Od dłuższego czasu marzyłam o tym, żeby więcej czasu spędzać na wsi niż w mieście i udało mi się. Zamieszkałam na kaszubskiej wsi, zachwyciłam się jej pięknem. Kupiliśmy z Mikołajem malowniczy kawałek ziemi i postawiliśmy trzy domki – stworzyliśmy wspaniałą przestrzeń do wypoczynku. To dla mnie projekt długoterminowy, który chciałabym rozwijać i zajmować się nim, kiedy już będę bardzo, bardzo dojrzałym człowiekiem…

 

 

K.K.: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

M.B.: Najbardziej chyba wolność. Mogę swój dzień do pewnego stopnia lepić, kształtować tak, jak mi się podoba. Rezygnować, wracać do spraw na czas jakiś porzuconych. Lubię poczucie, że to nie jest tak do końca praca. Poza tym bardzo cenię sobie bezpośredni kontakt z klientami, czy naszymi gośćmi. Od tej bezpośredniości zaczynaliśmy, w ostatnich latach pandemicznych trochę nam uciekła, a teraz wraca. To jest powrót do naszego źródła, trochę takiej pracy na bazarze. Dzięki rozmowom mogę po prostu posłuchać, ale też wysłuchać uwag albo pochwał, doenergetyzować się.

K.K.: Jak to jest pracować z mężem?

M.B.: Ha, myślę, że z żadnym moim wcześniejszym mężem by się to nie udało… Mikołaj jest moim trzecim. My po prostu siebie bardzo lubimy. Rozumiemy się i jednocześnie, tak jak w przyjaźni, potrafimy sobie wiele wybaczyć. W końcu na przyjaciela patrzymy zawsze z dużą wyrozumiałością, a na partnerów, mężów często takim srogim wzrokiem. Więcej oczekujemy, więcej chcemy. A u nas jest tak, że po prostu się wspieramy i bardzo sobie współczujemy, gdy coś tam się nie udaje. Mikołaj to mój mąż i przyjaciel. Ufam mu i patrzę na niego zawsze z taką dużą czułością. Jest mi go żal, wiem, jak trudno mu jest podejmować pewne decyzje, radykalne, trudne i go w tym wspieram. Patrząc od strony prywatnej, dużo gadamy w domu o pracy, bardzo dużo, ale czasami są takie dni, jak na przykład weekend, kiedy wstajemy rano, pijemy kawę, coś czytamy, idziemy wokół jeziora na bardzo długi spacer z psami i jest taka niepisana umowa, że nie rozmawiamy o pracy. A jeśli komuś coś się wymsknie, to ta druga osoba nie karci, ale mówi: dobra, luz, nie gadamy o tym, jutro do tego wrócimy… Przychodzi nam to naturalnie, intuicyjnie, a umiejętność ta wynika po prostu z  dojrzałości. Patrzę na małżeństwa z krótszym stażem, ale nie mam na myśli długości ich małżeństw, tylko dojrzałość osób i widzę, że ludzie się niepotrzebnie szarpią. Chcą coś komuś udowadniać, wytykać, ścigać się. Ja nie mam potrzeby, żeby się ścigać. Nie mam żadnych specjalnych ambicji.  Chcę po prostu być szczęśliwa. Już się napracowałam. Kiedy patrzę wstecz na moje życie, to myślę, że oczywiście fajnie jest mieć różnorakie doświadczenia. Nie wiem, czy mając „drugą” szansę  wszystko zrobiłabym tak samo, chociaż wiem, że nie byłabym taka, jaka jestem teraz, ani nie byłabym tu gdzie jestem teraz, gdyby to wszystko się nie zdarzyło. W każdym razie nie wiem, czy warto skupiać się tak strasznie na osiąganiu sukcesów zawodowych.

K.K.: Czy uważasz, że aby osiągnąć sukces trzeba ciężko pracować, aby potem odcinać kupony? Mam na myśli tracić balans, poświęcać przyjemne rzeczy, pobierać siłę życiową na kredyt?

M.B.: To jest bardzo fajne pytanie. Nie uważam, że trzeba bardzo ciężko pracować, ale ja bardzo ciężko pracowałam zawsze. Wiem, że są ludzie, którym ten sukces przychodzi łatwiej, a nawet tacy którzy go osiągają w sposób bardzo nieangażujący, ale to są jakieś wybitne, rzadkie jednostki. My nadal bardzo się angażujemy we wszystko, co robimy, ale właśnie: angażujemy. Czyli zdejmujemy „ciężar”, ale zostaje potężne zaangażowanie, oddanie serca, czasu, czułości dla projektu, a przede wszystkim zasilanie tego działania taką dobrą energią i wiarą. To przynosi efekty.

 

 

K.K.: Jak dbasz o balans pomiędzy pracą dla innych a życiem dla siebie? Wiem, że uwielbiasz rytuały.

M.B.: O tak, uwielbiam rytuały, które są po prostu drobiazgami dnia codziennego związanymi z dbaniem o siebie. Powtarzalność i rutyna dają mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Mają dla mnie o wiele większe znaczenie niż bezpieczeństwo finansowe.  Uporządkowany dzień, sen w stałych porach, pójście na długi spacer są świętością. Zawsze byłam egoistką. Nie wiem, czy moje córki mi to wybaczyły, czy nie, ja sobie sama wybaczyłam, bo zrozumiałam dlaczego. Byłam całe życie egoistką, dlatego że wiedziałam, że jeżeli ja o siebie nie zadbam, nie będę szczęśliwa sama ze sobą w swoim życiu, to nie będę w stanie funkcjonować. Przez pewien czas byłam samotnym rodzicem i rozwijającą swoją karierę kobietą. Zdarzało się, że po prostu wydzierałam na siłę to, co dla mnie ważne. Nawet jak miałam bardzo mało pieniędzy, dbałam o różne rzeczy, które były dla mnie gwarantem dobrego samopoczucia, jak  świeże kwiaty, które musiały być w domu, bo to był znak, że moja przestrzeń jest wypielęgnowana. Kochałam, i nadal uwielbiam, chodzić na masaże – jeśli miałam jakiekolwiek pieniądze, musiałam iść na masaż. Bardzo dbałam o to, żeby robić różne rzeczy bez dzieci. I czasami pewnie to było egoistyczne. Wcześnie urodziłam dzieci i nie miałam takiego czasu tylko dla siebie, tej młodzieńczej swobody imprezowania, czy choćby studiowania. Studiowałam, gdy już miałam dwie córki i pracowałam, więc możliwość wyrwania się gdzieś, wyjazdu, aktywności  to była taka nagroda. Teraz, jako dojrzała kobieta, nadal bardzo dbam o to, by robić to, co dla mnie ważne, co mi sprawia przyjemność.

K.K.: Twój ulubiony rytuał to

M.B.: Rytuał to jest powtarzalność. Wstaję rano, nalewam sobie wody pół na pół ciepłej i zimnej z octem. Wstawiam czajnik, robię kawę, tłoczymy sok, idziemy z psami, wracamy i jemy zupę. Wiem, że w piątek pójdę na masaż, wiem, że w sobotę pojadę na giełdę po kwiaty. Wiem, że pójdziemy w jakiś tam konkretny dzień na długi spacer, ten wokół jeziora, bo na co dzień się nie uda, bo to jest długa trasa. Łapię poczucie bezpieczeństwa opierając się właśnie na rytuałach. Na przykład mam kosmetyczkę umówioną na rok do przodu i jest to inicjatywa kosmetyczki, którą z serca ściskam i pozdrawiam – Asia Małek. Szczotkowanie ciała – muszę to zrobić, bo nie będę się dobrze czuła i mogę się nawet spóźnić na spotkanie, ale muszę się poszczotkować. Porządkuje mi to głowę, daje komfort.

 

K.K.: Czym jest dla Ciebie życiowy sukces teraz? Jestem bardzo ciekawa, czy zmieniła Ci się z czasem jego definicja

M.B.: Oj bardzo się zmieniła. To jest niesamowite. Gdyby ktoś nagrywał mnie co rok od dwudziestego roku życia, kiedy zaczęłam pracować i co roku zadałby mi to pytanie, odpowiedź zmieniałaby się przynajmniej co dwa, trzy lata. Dorastałam, dojrzewałam zawodowo i to miało wpływ na moje wyobrażenie sukcesu. Dziś, jako prawie pięćdziesięcioletnia kobieta uważam, że sukces w życiu prywatnym to jest Partner, przyjaciel w domu. Sukces zawodowy – to, że nie muszę codziennie robić czegoś, czego bardzo nie lubię, że mogę robić to, co kocham. Mogę wstać rano i powiedzieć: dzisiaj po prostu nigdzie nie jadę, zostaję w domu. Moim sukcesem jest czas wolny, moim sukcesem jest to, że mogę pracować zdalnie, mogę nie pracować przez dwa, trzy dni dlatego tylko, że po prostu nie czuję się na siłach i chcę po prostu posiedzieć na wsi, pogapić się na pola. Moim sukcesem jest to, że z głową do góry podniesioną idę sprzątać domki, hej, i myślę sobie, że to po prostu kurwa uwielbiam. Moim sukcesem jest też to, że po ponad dwudziestoletniej pracy w korporacjach byłam w stanie z taką swobodą, bez żadnego żalu puścić to, co trzymałam tak bardzo w pazurach, bo wydawało mi się ważne. Było nieważne. Któregoś dnia, sprzedając zakwas na bazarze, spotkałam kolegę z dawnej pracy. Stałam owinięta szalem, w czapce, a on do tej pory widywał mnie w garniturze, w szpilkach. Zobaczył mnie i był w szoku. Mówi: Magda, boże, ja mogę ci pomóc znaleźć pracę, z  twoimi kompetencjami, ja ci załatwię w dwa tygodnie robotę… Nie wiem, czy uwierzył, że jest mi naprawdę dobrze.

K.K.: Twoja ulubiona książka, to

M.B.: „Sto lat samotności” – chyba najukochańsza. Wracam do niej często. To taka historia, którą  każdy powinien przeczytać. I może tak jak ja, pokochać.

K.K.: Twój ulubiony cytat to...

M.B.: Nie przechowuję ich w pamięci…, ale ostatnio tak się bardzo wzruszyłam zdaniem umieszczonym na kartce trzymanej przez pewną kobietę:  Nie jestem w stanie sprostać ideałom, które głoszę. I myślę, że to jest genialna puenta naszej codzienności. Mówimy dużo, deklarujemy. Media społecznościowe, wszystkie środowiska internetowe, w których tam gdzieś funkcjonujemy, one od nas wymagają nieustannie czegoś, osiągania sukcesu, wychodzenia ze strefy komfortu, a ja mówię: ludzie, nie róbcie tego. Bądźcie w strefie komfortu. Nam jest tak ciężko w życiu, trudno w wielu sytuacjach losowych. Nie zabierajcie sobie przyjemności bycia w strefie komfortu. Także zdanie: nie jestem w stanie sprostać ideałom, które głoszę jest moim hasłem na najbliższy czas. Odpuśćmy sobie, nawet jeżeli wydaje nam się, że powinniśmy non stop coś osiągać i działać. Uważam, że nie. Czas nam dany jest tak krótki… Oczywiście, jeśli marzycie o wyjściu ze „strefy” to inna historia, ale na siłę nie dajcie się wyciągać. Nie warto.

 

 

K.K.: Jaka jest najważniejsza lekcja, jaką dostałaś podczas przygody z Zakwasownią?

M.B.: Cóż, przepraszam za słownictwo, świadomość tego, że rozwój może zajebać. Trzeba wiedzieć, kiedy wyjąć automat z głowy, który ci mówi jeszcze, jeszcze. Ale…, gdybyśmy tego nie przeżyli, nie wiedzielibyśmy, więc to jest lekcja. Teraz co prawda śmiejemy się z siebie, ale dużo jeszcze pracy przed nami, żeby formę pracy i firmy wyprostować, trochę odkręcić. W każdej korporacji, w której pracowałam, a pracowałam dla Pepsico, Wedla,  Danona, Lidla, byłam oceniana za wzrost, za to, jak wygląda mój region, mój biznes rok do roku. Nikt się nie pytał mnie, czy ja w ogóle widzę przestrzeń do tego rozwoju. Każdy zakładał, że on musi być. Jestem tym pokoleniem, w którym rozwój był wymagany, wzrost był wymagany, estymacja była wymagana  i tak naprawdę nigdy nie zakładałam inaczej i myślę, że Mikołaj też nie. Nas cały czas interesowało, jak my wyglądamy rok do roku, jak w tym miesiącu i jakie mamy perspektywy na najbliższy czas. A teraz nas to nie obchodzi, dlatego że chcemy postawić szklarnie, dlatego że chcemy posadzić pomidory, ogórki, rośliny, bo chcę po prostu się nie śpieszyć, żyć. Nieraz musisz dostać po tyłku, żeby to zrozumieć. Inna lekcja, którą  wyciągam z tych pięciu lat Zakwasowni to też wiedza o ludziach: są blisko ciebie, jest ich mnóstwo  wtedy, kiedy ci się wiedzie i kiedy firma rośnie. W momencie, w którym mówisz oficjalnie halo, stop, muszę zwolnić, stajesz się mniej atrakcyjny. Nie mam do nikogo pretensji, bo rozumiem, są to powiązania biznesowe itd., ale taka jakaś refleksja mnie teraz naszła.

K.K.: Co poradziłabyś kobiecie, która dopiero zakłada swój biznes?

M.B.: Myślę, że  nie jestem dobrym doradcą. Kobieta, która zakłada swój biznes ma tak ogromne skrzydła i  tak bardzo wierzy w swoje dzieło, i tak bardzo oczekuje, żeby ktoś dmuchał w te skrzydła… Jestem na etapie, w którym po prostu bardzo bym nie chciała nikomu psuć wielkiej przyjemności  budowania. Ten moment budowania jest cudowny, pamiętam go, więc nadal coś buduję, tylko na inną skalę, z innym podejściem. Ale… jeżeliby była to osoba bliska memu sercu, której naprawdę dobrze życzę, to bym powiedziała, żeby bardzo rozważnie stąpała po ziemi, nie porzucała własnej strefy komfortu, żeby rozwijała swój biznes, ale jedną nogą cały czas siedząc tam, w tej strefie komfortu, dlatego że ona daje nam niezwykle potrzebne poczucie bezpieczeństwa. Na pewno poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa w biznesie daje stabilna rodzina. Patrzę na to, jak ja rezygnowałam z wielu rzeczy związanych z rodziną, bo praca, praca, rozwój, kariery itd. Jestem przekonana, że w wielu sytuacjach byłabym bardziej efektywna i jeszcze bardziej wydolna, gdybym miała trochę bardziej poukładane życie prywatne. Tak więc młodym kobietom lub początkującym w biznesie powiedziałabym: nie za wszelką cenę i zadbaj o to, żeby strefa komfortu była stale obecna w Twoim życiu, żeby rozwój biznesu nie wymagał jej całkowitego porzucenia.

 

Zdjęcia:

 
Bohaterzy:
 

Komentarze do wpisu (0)

Bestsellery
Minimal Planner 2024. Dzienny CALM
Minimal Planner 2024. Dzienny CALM

67,60 zł

Cena regularna: 169,00 zł

szt.
Minimal Planner 2024 Tygodniowy HOPE
Minimal Planner 2024 Tygodniowy HOPE

63,60 zł

Cena regularna: 159,00 zł

szt.
Minimal Planner 2024 Tygodniowy CALM
Minimal Planner 2024 Tygodniowy CALM

63,60 zł

Cena regularna: 159,00 zł

szt.
Minimal Planner 2024. Dzienny HOPE
Minimal Planner 2024. Dzienny HOPE

67,60 zł

Cena regularna: 169,00 zł

szt.
Minimal Planner 2024 Tygodniowy GLOW
Minimal Planner 2024 Tygodniowy GLOW

63,60 zł

Cena regularna: 159,00 zł

szt.
Happy Planner 2024 dzienny GARDENIA
Happy Planner 2024 dzienny GARDENIA

67,60 zł

Cena regularna: 169,00 zł

szt.
Happy Planner 2024 tygodniowy GARDENIA
Happy Planner 2024 tygodniowy GARDENIA

63,60 zł

Cena regularna: 159,00 zł

szt.
Happy Planner 2024 dzienny LUXE
Happy Planner 2024 dzienny LUXE

67,60 zł

Cena regularna: 169,00 zł

szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl